wtorek, 20 grudnia 2011

Świąteczne pierniczki z kolorowymi szybkami!

Wracam do blogowania po długiej przerwie. Rozpoczynam (po raz drugi) od przepisu na smaczne (i ładne) pierniczki (a raczej ciasteczka piernikowe).

Potrzebujemy:

175g jasnego cukru trzcinowego
175g masła
2 jajka
450g mąki
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1-2 łyżeczkę mielonego imbiru
1 łyżeczkę proszku do pieczenia
 opakowanie karmelków owocowych

Miękkie masło należy utrzeć z cukrem, na gładką puszystą masę. Następnie dodać jajka, dokładnie zmiksować. Ostatnim krokiem jest dodanie przesianej mąki z proszkiem do pieczenia i przyprawami. Tej mieszance mikser już nie podoła, więc ciasto trzeba zagnieść ręcznie. Powinno być ono naprawdę bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Po zagnieceniu, ciasto zawinięte w folię należy włożyć na pół godziny do lodówki. W czasie, kiedy ciasto się chłodzi karmelki można podzielić według kolorów i zmiażdżyć je w dowolny sposób :) (ja pakuję je do woreczków foliowych i tłukę na desce).


 Po pół godziny ciasto nadaje się do dalszej pracy. Trzeba przygotować sobie dwa kawałki papieru do pieczenia wielkości blachy, na której mamy zamiar piec. Ciasto włożyć między te kawałki i wałkować, właśnie przez papier (tak, żeby od razu można było na nim wycinać pierniczki i nie przenosić ich). Ciasto należy rozwałkować do grubości ok. 3mm i wycinać dowolne kształty. W każdym pierniczku powinno się wyciąć mniejszy czy większy otwór. Tak wyglądała pierwsza część moich ciasteczek:


I wstawiamy na 7 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Wyjmujemy i szybko wypełniamy dziurki pokruszonymi cukierkami:


Wstawiamy z powrotem do piekarnika, tym razem na pięć minut. UWAGA: Tylko na pięć, z zegarkiem w ręku, uważajcie! Przypalone landrynki to jedna z najgorszych rzeczy jaką miałam okazję w życiu jeść. :D Po wyciągnięciu blaszki, warto na chwilę wystawić ją na dwór, tak na 2-3 minuty, żeby rozgrzane cukierki zastygły. Wtedy łatwiej będzie zdjąć ciastka z blachy, a okienko zostanie w pierniczku, a nie na papierze. Tak wyglądają gotowe ciasteczka:


Oczywiście można je jeszcze dodatkowo udekorować, ja pewnie zrobię to jutro lub pojutrze. Większość moich ciasteczek ma małe dziurki, więc niektóre pewnie zawisną na choince. Przed jedzeniem warto przetrzymać je w jakimś pojemniku przez dwa czy trzy dni - będą wtedy bardziej kruche. Chociaż na świeżo wcale nie są złe... :)

SMACZNEGO ;)

wtorek, 19 października 2010

Affinitone vs Inglot YSM

Na pierwszy ogień na blogu: Maybelline, Affinitone, Perfecting & Protecting Fundation with Vitamin E czyli podkład "Idealne dopasowanie" oraz podkład równoważący do młodej skóry czyli Inglot YSM Cream Foundation. Do oceny pod uwagę wezmę kilka aspektów i przydzielę ocenę od 0-10.

Podkłady te są skrajnie różne, więc jakiekolwiek porównanie wydaje mi się być bardzo trudne. Zacznijmy od opakownia. Obydwa produkty zamknięte są w 30 mililitrowych tubeczkach. Na pierwszy rzut oka, to samo, zwykłe opakowanie, żaden szalony bodziec artystyczny. Jednak opakowanie Affiniotne'a to kompletna klapa. Ten bardzo płynny podkład wylewa się, rozchlapuje na prawo i lewo, wycieka, brudzi nakrętkę, swoje opakowania, stół na którym stoi - po prostu wyszytko. Tak więc w pierwszej rundzie Inglot wygra z Maybellinem 8:3.

Konsystenca i wydajność- bardzo różna. Jak już wspomniałam, Affinitne to podkład bardzo rzadki, najpłynniejszy jaki kiedy kolwiek widziałam. Dzięki temu ładnie się rozprowadza, można nałożyć cienką warstwę. Cream Foundation to jak sama nazwa wskazuje bardziej krem, mi osobiście ta konsystencja też odpowiada, nie miałam problemu z nakłądaniem go,a dzięki temu, że był gęstszy niż jego kolega, był też bardziej wydajny (głównie przez to że nie wyciekał z pakowania). Tak więc tu też wygrywa Inglot, chociaz już tylko minimalnie 8:7.

Ogólne działanie, zachowanie na cerze - działanie tych podkładów bardzo się rózni. YSM kryje zdecydowanie mocniej, jest cięższy niż Afiinitone, chociaż na szczęście wcale nie zapycha. Nie utrzymuje się zabójczo długo i konieczne jest przypudrowanie. Affinitone, to bardzo lekki podkład, który rzeczywiście stapia się z kolorem skóry, ale jak dla mnie, kycie jest prawie zerowe. Może tylko delikatnie wyrównuje koloryt, skóra zyskuje ładnego blasku, wygląda zdrowo, promiennie (Inglot nie dawał tego ekektu). Obydwa podkłady niestety podkreślały suche skórki na policzkach. Ciężko przyznać ocenę w tej kategorii, ponieważ produkty mają zupełnie różne działanie. Myślę, że zwycięzcą jest Affinitone 7:6. Co prawda nie kryje, ale producent wcale tego nie obiecuje. Moim zdaniem obietnicę z etykietki spełnia nieco lepiej niż Inglot.

Cena:  cena produktów jest niemalże taka sama - około 25 złotych, Affinitone bardzo często można zakupić w promocji poniżej 20. Myślę, że jest bardzo przystępna także ocena to 9:9.


Dorzucam składy obydwu produktów dla porównania:

Skład Cream Foundation:
Aqua, Cyclopentasiloxane, Propylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Polysilicone-11, Titanium Dioxide, Dimethicone, Peg-10 Dimethicone, Silica, Phenyl Trimethicone, Sodium Chloride, Polymethyl Methacrylate, CI 77492, Mica, CI 77499, CI 77491, Phenoxyethanol, Capryl Glycol, Disteardimonium Hectorite, Potassium Sorbate, Hexylene Glycol, Sorbitan Sesquioleate, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Prunus Persica Fruit Extract, Xantan Gum, Sodium Benzoate, Methylparaben, Sorbic Acid, Parfum.

Skład Affintone:
aqua, isododecane, cyclopentasiloxane, glycerin, cyclohexasiloxane, peg-10 dimethicone, methyl methacrylate, crosspolume, butylene glycol, dimethicone isoeicosane, disterdimonium hectorite, cetyl peg/ppg-10/1dimethicone, sodium chloride, phenoxyethanol, c9-15 fluoroalkohol phosphate, polyglyceryl -4 isostearate, hexyl laurate, butylparaben, tocopherol, panthenol, propylene glycol, royal jelly, chamomilla recutita/matricaria flower extract [+/- may contain ci 77891/titanium dioxide, ci 77499, ci 77491, ci 77492, iron oxides, mica] (28.04.2008)