Wracam do blogowania po długiej przerwie. Rozpoczynam (po raz drugi) od przepisu na smaczne (i ładne) pierniczki (a raczej ciasteczka piernikowe).
Potrzebujemy:
175g jasnego cukru trzcinowego
175g masła
2 jajka
450g mąki
2 łyżeczki przyprawy do piernika
1-2 łyżeczkę mielonego imbiru
1 łyżeczkę proszku do pieczenia
opakowanie karmelków owocowych
Miękkie masło należy utrzeć z cukrem, na gładką puszystą masę. Następnie dodać jajka, dokładnie zmiksować. Ostatnim krokiem jest dodanie przesianej mąki z proszkiem do pieczenia i przyprawami. Tej mieszance mikser już nie podoła, więc ciasto trzeba zagnieść ręcznie. Powinno być ono naprawdę bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Po zagnieceniu, ciasto zawinięte w folię należy włożyć na pół godziny do lodówki. W czasie, kiedy ciasto się chłodzi karmelki można podzielić według kolorów i zmiażdżyć je w dowolny sposób :) (ja pakuję je do woreczków foliowych i tłukę na desce).
Po pół godziny ciasto nadaje się do dalszej pracy. Trzeba przygotować sobie dwa kawałki papieru do pieczenia wielkości blachy, na której mamy zamiar piec. Ciasto włożyć między te kawałki i wałkować, właśnie przez papier (tak, żeby od razu można było na nim wycinać pierniczki i nie przenosić ich). Ciasto należy rozwałkować do grubości ok. 3mm i wycinać dowolne kształty. W każdym pierniczku powinno się wyciąć mniejszy czy większy otwór. Tak wyglądała pierwsza część moich ciasteczek:
I wstawiamy na 7 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Wyjmujemy i szybko wypełniamy dziurki pokruszonymi cukierkami:
Wstawiamy z powrotem do piekarnika, tym razem na pięć minut. UWAGA: Tylko na pięć, z zegarkiem w ręku, uważajcie! Przypalone landrynki to jedna z najgorszych rzeczy jaką miałam okazję w życiu jeść. :D Po wyciągnięciu blaszki, warto na chwilę wystawić ją na dwór, tak na 2-3 minuty, żeby rozgrzane cukierki zastygły. Wtedy łatwiej będzie zdjąć ciastka z blachy, a okienko zostanie w pierniczku, a nie na papierze. Tak wyglądają gotowe ciasteczka:
Oczywiście można je jeszcze dodatkowo udekorować, ja pewnie zrobię to jutro lub pojutrze. Większość moich ciasteczek ma małe dziurki, więc niektóre pewnie zawisną na choince. Przed jedzeniem warto przetrzymać je w jakimś pojemniku przez dwa czy trzy dni - będą wtedy bardziej kruche. Chociaż na świeżo wcale nie są złe... :)
SMACZNEGO ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz